sobota, 27 kwietnia 2013

53.


Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę.

Dziś sobota. Jest już południe, a ja jeszcze jestem w proszku, ale jakoś nie mam siły nawet się pomalować. Jestem przemęczona, a to chyba zasługa ostatnich kilku dni, które były okropne. Nie wiem co dalej robić, ale wiem jedno - na pewno nie będę przepraszać, bo nie mam za co. Skończyły się dobre czasy. Zawiodłam się wielokrotnie i już nie widzę żadnej nadziei na naprawę tego wszystkiego. To mnie męczy i boli, ale nie mogę odpuścić, nie umiem i chyba nawet nie chcę. Ale mniejsza z tym. Mam zamiar zacząć żyć swoim życiem i nie martwić się tym, bo moja psychika powoli wysiada, a też muszę myśleć o sobie, a nie tylko o innych. Po wczorajszym wieczorze humor mi się poprawił, za co wam dziękuję, ale gdy tylko weszłam do domu i wróciła szara rzeczywistość, popsuł się również humor. Wczoraj również obchodziliśmy z Miśkiem dwudziestą trzecią miesięcznicę. <3 Dziękuje za te niecałe dwa lata, kocham Cię. Dobra wiadomość dla mnie też jest taka, że po weekendzie chodzę do szkoły poniedziałek i wtorek, później reszta tygodnia wolne, a w następnym tygodniu praktyki, z których się bardzo cieszę, bo odpocznę od szkoły, od ciągłej nauki i od codziennego wstawania o 6:00, bo praktyki dopiero na 10:00. ;) Chociaż wiem, że w trakcie praktyk muszę poprawić kilka ocen, bo im lepsze, tym lepsza średnia. To tyle na dzisiaj. Kończę, może pójdę się ogarnąć i za godzinę Misiek przyjdzie. Miłego dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz